Ten pług przypomina coś z powieści Stephena Kinga.
Od prawie 25 lat pług śnieżny próbuje mnie zabić. Czasami po prostu czekał na mnie na rogu ulicy, jego silnik buczał w oczekiwaniu, obserwując, jak odśnieżam podjazd.
Potem, gdy ze znużeniem pokuśtykałem z powrotem do garażu, zgięty w tył, z łopatą ciągnącą w jednej ręce i dmuchawą do śniegu w drugiej, usłyszałem prędkość bestii, zgrzytanie jej gigantycznego pazura o chodnik, warkot, rzucił się do działania.
Otoczony chmurą wzburzonego śniegu pług pędził do przodu, coraz szybciej, na co patrzyłem z przerażeniem.
Dogłębne relacje polityczne, analizy sportowe, recenzje rozrywkowe i komentarze kulturalne.
Widziałem tego potężnego potwora, który rzucał kupę błota, papki i śniegu na cztery stopy wysokości i pięć stóp głębokości na mój podjazd.
Pozostawiony na noc, pokryty koleinami przez opony samochodowe, staje się najtwardszym materiałem znanym człowiekowi.
Nie rób tego, lekarze powiedzieli mi o szuflowaniu.
Jesteś szalony, powiedz bliscy.
Mężczyzna musi zrobić to, co musi zrobić mężczyzna, zwłaszcza jeśli w którymś momencie przed Dniem Świętego Patryka chce wyprowadzić swój samochód z garażu na ulicę.
Jak zauważyli moi sąsiedzi, wpatrując się z podziwem w gigantyczny bałagan, jeśli to zamarznie, nigdy się nie stopi.
Przez lata pomagali, błogosławcie ich serca. Ale to było wtedy, gdy byli młodsi i nie do końca rozumieli zło, przed którym staliśmy.
Ten pług przypomina coś z powieści Stephena Kinga.
W tym roku poddałem się wiekowi i rzeczywistości i wynająłem usługę. Facet z małą ciężarówką z pługiem, którego widziałem, jak oczyszczał podjazdy w okolicy.
A potem tydzień temu przyszedł wielki śnieg. Blisko stopy. A mój facet wyczyścił to w ciągu kilku minut. Uśmiechnąłem się. Powinienem był to zrobić lata temu. I wtedy…
Usłyszałem ryk potwora.
Nie, nie, nie, krzyknąłem, biegnąc do drzwi wejściowych.
Przysięgam, że lemiesz tego ogromnego pługu śnieżnego uśmiechnął się, rozbijając się w dół ulicy.
Tygodniowy przegląd opinii , analiza i komentowanie zagadnień dotyczących Chicago, Illinois i naszego kraju przez zewnętrznych współpracowników, czytelników Sun-Times i Radę Redakcyjną CST.
SubskrybujNa mój podjazd rzuciła kupa szarej materii wielkości lodowca. Trudno opisać konsystencję takich rzeczy niewtajemniczonym, ale zaczyna się mokra, gdy opuszcza ulicę, ale zaczyna chlastać razem i zestalać się, czasami w kawałki lodu wielkości dyni, w połowie lotu w drodze powrotnej do chodnik. W ciągu kilku godzin staje się pokrytą kraterami powierzchnią twardszą niż diamenty.
Jezu, to jest po prostu okropne, powiedział mój śniegowiec po konsultacji. Ciężko się zeskrobać. Właśnie dostałem małą ciężarówkę. Nie wrócimy tylko po to. Mam na myśli, że ten uliczny pług wróci dziś wieczorem lub jutro wczesnym rankiem.
Słyszałem strach w jego głosie. Zrozumiałem. I tak włożyłem pod zbroję, najcięższą bluzę, płaszcz i czapkę narciarską, lewą ręką chwyciłem rozdrabniacz lodu, a prawą łopatę do śniegu.
Młodsi, niedoświadczeni mężczyźni próbowali używać dmuchawy do śniegu na oblodzonym błocie i obserwowali, jak ich maszyny duszą się i umierają. Tylko mięśnie i żwir wykonają zadanie.
Kilka godzin później wróciłem do domu mokry od potu, obolały plecy i wyjrzałem na zewnątrz, podziwiając pracę, którą wykonałem. Wjazd na podjazd był idealnie suchy. Po obu stronach fartucha leżały stosy śniegu wysokie na prawie pięć stóp.
A potem znowu zaczął padać śnieg i gdzieś w nocy wydawało mi się, że słyszę warczenie ulicznego pługa.
Pomyślałem o starym człowieku Hemingwaya, tym, który walczył z wielką rybą, tylko po to, by zobaczyć ją zjadaną przez rekiny, gdy wiosłował z powrotem na brzeg. Czuję, że teraz go rozumiem.
Wyślij listy do list@suntimes.com
Taqsam: